Tutor to ktoś kto potrafi dać siebie – wywiad

Kim jest tutor? Czym jest edukacja spersonalizowana? Jakie wyzwania stoją przed tutorigiem? Na te i inne pytania odpowiada Josep María Barnils, przewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Edukacji Zróżnicowanej (do którego należy ponad 2000 szkół w 16 krajach Europy, także w Polsce), członek OIDEL, doradca i współtwórca wielu placówek oświatowych na terenie Europy, Ameryk i Azji.

Tutor – ktoś, kto potrafi dać siebie

rozmowa z Josepem Maríą Barnilsem

Piotr Czekierda: Jakie widzi Pan źródła tutoringu?
Josep María Barnils: Nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o źródła tutoringu. Historia mówi jednak wyraźnie, że już faraonom czy innym władcom starożytnym, a następnie synom średniowiecznych królów i szlachciców towarzyszyły specjalnie do tego przygotowane osoby, których zadaniem było pomagać w osiągnięciu odpowiedniego rozwoju, pogłębianiu posiadanej wiedzy i zdobywaniu nowej. Myślę, że bardzo łatwo jest odczytać sens tutoringu: by rozwinąć w pełni siebie i nasze zdolności oraz walczyć przeciwko naszym wadom i ograniczeniom, każdemu z nas potrzebna jest specjalna pomoc. Odpowiednio przygotowana osoba, posiadająca wiedzę i prawdziwie zainteresowana niesieniem pomocy konkretnemu człowiekowi, może w dużym stopniu przyczynić się do integralnego rozwoju młodych ludzi. Już średniowieczne uniwersytety wprowadziły osobę zwaną preceptor.
W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić anglosaski system szkolnictwa pozbawiony instytucji tutora lub preceptora. Myślę, że jego status, niemal na całym świecie ciągle nieunormowany, stanowi wyzwanie – ogromne wyzwanie – tak dla szkół wyższych, jak średnich i podstawowych.

PCz: W Polsce rozwijamy w tej chwili tutoring. Jakie były jego początki w Hiszpanii? Tam już wiele szkół funkcjonuje z tą metodą. Jak to się rozwijało w tamtym kraju, jak wglądał proces przejścia od masowej edukacji do edukacji zindywidualizowanej?
JMB: W połowie ubiegłego wieku Victor García Hoz, profesor Uniwersytetu Complutense w Madrycie, poświęcił się pracy nad zgłębianiem zagadnienia edukacji spersonalizowanej. To znaczy takiej, która zapewnia osobiste podejście do każdego ucznia i która oznacza, że lekcje skierowane są nie do grupy, ale do każdego z podopiecznych, z uwzględnieniem jego indywidualnych potrzeb. Victor García Hoz zostawił po sobie ogromny dorobek w postaci liczącej trzydzieści cztery tomy encyklopedii o edukacji spersonalizowanej w różnych aspektach, na różnych poziomach, etc. Dzięki jego pracy oraz dzięki powstaniu, w połowie lat pięćdziesiątych i w latach sześćdziesiątych, wyspecjalizowanych placówek oświatowych, tutoring zaczął obejmować – przynajmniej w teorii, bo w praktyce wyglądało to różnie – coraz szersze grono uczniów. Chodziło o to, by każdemu z nich pomóc maksymalnie rozwinąć jego możliwości i okazać mu prawdziwą troskę o jego sprawy. Profesjonalista, który pomaga, jednak w sposób zimny i zdystansowany, może zrobić dla podopiecznego dużo dobrego, ale nie umożliwi mu rozwinięcia posiadanych zdolności i umiejętności do ich maksimum. Dlatego uważam, że tutor lub preceptor w szkole podstawowej lub średniej nie jest wyłącznie starszym i bardziej doświadczonym fachowcem, którego zadanie sprowadza się do pomocy młodszemu od siebie. To ktoś, kto nie tylko zajmuje się uczniem, ale komu naprawdę zależy – podobnie jak to ma miejsce w rodzinie – na właściwym rozwoju danej osoby i danego ucznia.

PCz: To ciekawe, że tutoring czy relacja spersonalizowana przetrwały tam, gdzie trzeba osiągnąć mistrzostwo: w sztuce, w wymagających naukach, takich jak na przykład filologia antyczna. Tam, gdzie trzeba osiągnąć mistrzostwo i nie można być przeciętnym – tam istnieje relacja mistrz – uczeń. Czy w takim razie można przyjąć nieco przewrotną tezę, że tam, gdzie nie ma edukacji spersonalizowanej panuje zgoda, że ludzie nie osiągną doskonałości, tylko będą po prostu przeciętni?
JMB: Nie uważam, byśmy mogli generalizować i uznać tę tezę za niepodważalną. Pewne jest jednak, że bez edukacji spersonalizowanej i zindywidualizowanego pomagania każdemu
z uczniów (na poziomie szkoły podstawowej i średniej musi się to odbywać w bliskim kontakcie z ich rodzinami, zwłaszcza z rodzicami) dziecku trudno jest maksymalnie rozwinąć swoje umiejętności. Czy można osiągnąć doskonałość bez edukacji spersonalizowanej czyli tutoringu? Tak, jednak z całą pewnością bez nich nie da się rozwinąć maksymalnie wszystkich posiadanych umiejętności.

PCz: Kierował Pan wieloma szkołami, gdzie był tutoring. Jakie cele stawiano przed tą metodą pod Pańskim kierownictwem?
JMB: Tutoring stanowił część prowadzonego przez szkołę projektu edukacyjnego opartego na edukacji spersonalizowanej. Dla istnienia tego typu edukacji niezbędne jest prowadzenie tutoringu z rodzicami i z uczniami; inaczej nie można mówić o edukacji spersonalizowanej. Gdyby nie tutoring, mielibyśmy do czynienia z pewnego rodzaju indywidualizacją w edukacji, ukierunkowaną jedynie na osiąganie postępów w nauce, ale na nic ponad to. Tutoring, a więc osobisty kontakt z rodzicami i z uczniami, ma na celu pomóc w rozwijaniu wszystkich zdolności ucznia: nie tylko tych związanych z jego intelektem, ale również z kształtowaniem go jako osoby. Chodzi o budowanie w nim systemu wartości i umożliwianie mu poznawania samego siebie, dzięki czemu dowiaduje się, w czym powinien być lepszy, w czym może być lepszy oraz jakie są jego zdolności i ograniczenia. Poznaj samego siebie, mawiał Sokrates. Osobie, która nie zna samej siebie, trudno jest stawać się lepszą. Ale poznanie siebie samego to jeszcze nie wszystko: trzeba jeszcze siebie zaakceptować. Tutoring odgrywa tutaj ogromną rolę: dzięki niemu rodzinom łatwiej jest zaakceptować ich dzieci takimi, jakie one są, z ich wartościami i ograniczeniami, i nawet wtedy, gdy rodzice chcieliby, żeby były lepsze. Czasami podczas spotkań z rodzinami słyszę: „mój syn musi być taki i taki”. Rodzice chcą, by ich dziecko zostało mistrzem w sztafecie na sto metrów, podczas gdy ono kuleje na jedną nogę. Mogą przyjąć dwie postawy: zaakceptować je takim, jakim ono jest, albo, w przeciwnym razie, przeszkodzić mu w rozwinięciu do maksimum jego możliwości.

PCz: Czy widzi Pan różnicę między edukacją zindywidualizowaną a spersonalizowaną?
JMB: Indywidualizacja oznacza zazwyczaj „zindywidualizowane instruowanie” a nie „zindywidualizowaną edukację”. Kiedy mówimy o edukacji spersonalizowanej chodzi
o skupienie się na osobie jako całości, bez ograniczania się wyłącznie do aspektu związanego z nauczaniem i do używanych technik.

PCz: Oglądał Pan pracę wielu tutorów.
JMB (śmieje się): Setek!
PCz: W jaki sposób pracowali najczęściej: jakie były ich konkretne narzędzia, sposoby oddziaływania?
JMB: Tutorów trzeba szkolić, gdyż każdy z nich posiada określone możliwości i zdolności. Niektórym bycie tutorem przychodzi łatwo, muszą jednak nauczyć się rozróżniać typy charakterów, zaczerpnąć wiedzy na temat rozwoju osobowościowego i cech właściwych dla wieku danej osoby, dowiedzieć się, na które cele należy położyć nacisk w konkretnym momencie, a którym lepiej odpuścić. W związku z tym preceptor, jeśli nie będzie się szkolił, nigdy nie będzie dobrze wykonywał swojej pracy nawet gdy na początku spełnia określone minimalne wymogi.

PCz: A jakie są te predyspozycje, żeby zostać tutorem?
JMB: Tutor to osoba, która potrafi dać siebie, ofiarować to, co ma, i troszczyć się o drugiego człowieka; i nie dlatego, że na tym polega jej praca, ale w imię czegoś wyższego. Krótko mówiąc, tutoring może osiągnąć swój najwyższy stopień tylko wtedy, gdy tutor kocha ucznia. Bez tego ciepła i troski, podobnych do tych, jakimi matka lub ojciec darzą swoje dziecko, tutoring nigdy nie będzie doskonały. Niektórzy nie posiadają tej zdolności dawania siebie innym.

PCz: Rozumiem, że mamy tutaj kompetencje związane z postawą i mamy również kompetencje – bardzo konkretne – pedagogiczne. Jak to się przekłada na program szkoleń czy przygotowywania tutorów, który był realizowany w szkołach, którymi Pan kierował? My w Polsce zastanawiamy się, jak kształcić dobrych tutorów.
JMB: Moim zdaniem, punktem wyjścia powinny być wykłady z antropologii, mówienie, kim
w rzeczywistości jest człowiek. Po drugie: każdy z nas ma inny charakter i trzeba dobrze zaznajomić z różnymi typami charakterów, z tym, co cechuje dane osoby i jak reagują oraz jak możemy wpłynąć na sposób ich reakcji. Tutor powinien wiedzieć, jak przebiega proces rozwoju u dziecka pomiędzy szóstym a osiemnastym rokiem życia, czy nawet między szóstym a dwudziestym – dwudziestym piątym, jeśli chcemy dotrzeć również do studentów.
I mówimy o poznaniu tego procesu odrębnie u chłopców i u dziewczynek, bo są one zupełnie inne. Trzeba pokazać tutorowi, jak może pomóc podopiecznemu, by ten pracował i uczył się w lepszy sposób i potrafił lepiej organizować swoją pracę. Ogromny wpływ na osoby uczące się ma to, co czytają, w związku z czym tutor musi wiedzieć, jakie książki może polecić uczniowi w danym wieku, aby pomogły mu w pełni uformować siebie jako osobę, a nie tylko jako eksperta od matematyki czy nauk ścisłych. Bowiem zadanie tutora w żadnym wypadku nie polega na tym, by swoją rozległą wiedzę – załóżmy, że matematyczną – przekazywał podopiecznemu. Można być dobrym tutorem i jednocześnie nie być specjalistą w żadnej dziedzinie. Tutoring nie sprowadza się też do tego, by pokazać, w jaki sposób uczyć się matematyki czy innych przedmiotów. Jego istotą jest przekazanie uczniowi narzędzi, dzięki którym on sam będzie potrafił rozwijać wszystkie swoje umiejętności, a przy okazji nauczy się tego, co ma zadane.

PCz: Co jest najtrudniejsze w pracy tutora?
JMB: Najtrudniej jest kochać ucznia.
PCz: To się odwołuje do czegoś bardzo szlachetnego w zawodzie nauczyciela: powołania, oddania. Czy tego można jakoś nauczyć?
JMB: Niektórzy posiadają bardzo rozwiniętą zdolność do kochania, u innych zaś jest ona bardzo mała. Można ją pogłębiać, ale to trudne zadanie. Kiedy człowiek nie kieruje się motywami wyższymi (które niekoniecznie mają charakter religijny; chodzi raczej
o zrozumienie, że nie żyje się wyłącznie po to, by rozwijać siebie, ale by dawać siebie innym w służbie ludziom i społeczeństwu), kiedy nie jest świadomy wielkości swojego zadania, nie może być dobrym tutorem.

PCz: Jakie Pan miałby przesłanie dla polskich tutorów? To jest dość nowa metoda u nas, ale bardzo dynamicznie się rozwija. Co chciałby Pan im powiedzieć?
JMB: By każdy z nich kierował się ogromną troską o pełny rozwój swoich uczniów. Nie chodzi wyłącznie o postępy w nauce, ale o całościowy rozwój osobisty. Kiedy brakuje tego głębokiego zainteresowania sprawami ucznia, a cały nacisk kładzie się wyłącznie na oceny, sytuacja przypomina próbę wybudowania domu bez fundamentów.

PCz: Bardzo dziękuję za rozmowę.
JMB: Dziękuję.

Tłumaczenie z języka hiszpańskiego: Monika Hawryluk

Tutor to ktoś kto potrafi dać siebie – wywiad

Piotr Czekierda

Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Collegium Wratislaviense.

Strona www.cw.edu.pl korzysta z plików cookies w celach statystycznych. Ustawienia przechowywanych plików cookies możesz w każdej chwili zmienić (dowiedz się jak). Korzystając z tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek.