Od tutoringu „nieświadomego” do…

Prezentujemy serię historii sukcesów tutorskich, które pokazują, jak działa tutoring i jakie efekty może przynieść. Poniżej prezentujemy historię spisaną przez nauczyciela, który nawiązał relacje tutorską bez nazywania tego tutoringiem, a następnie świadomie zaczął wykorzystywać podejście i narzędzia tutorskie.

Zapraszamy do dzielenia się własnymi historiami tutorskimi! Aby znalazła się na naszej stronie wystarczy przesłać ją na adres: bartosz.fingas[at]cw.edu.pl

 

Jestem nauczycielem w Publicznym Gimnazjum w Zbójnie (woj. Kujawsko-Pomorskie), a także absolwentem Szkoły Tutorów, gdzie trafiłem z programu „Coaching i Tutoring”. We wrześniu 2015 zacząłem przygotowywać do konkursu kuratoryjnego z j. angielskiego swojego ucznia. Mateusz zawsze był zdolny, ale nigdy nie angażował się w lekcje. Chodził na korepetycje i odnosiłem wrażenie, jak by nie był przekonany, że go mogę czegoś jeszcze nauczyć. Robił wiele po swojemu, dobrze, ale nie w sposób jaki ja uczyłem. Tym większe było moje zdziwienie, gdy przyszedł do mnie z prośbą o przygotowanie do wspomnianego konkursu. Na początku nie byłem do tego pomysłu przekonany, a wkrótce nawet i trochę zniechęcony, bo nie do końca robił to co mu zadawałem. Nie angażował się w nasze spotkania tak jak oczekiwałem, zdarzało się że zwyczajnie nie przychodził. W pewnym momencie pomyślałem sobie „no dobrze, to zróbmy to po twojemu” i pozwoliłem mu decydować, czego chce się uczyć. Wcześniej uważałem, że źle ocenia, a mówiąc ściślej, przecenia, swoje umiejętności i dlatego starałem się sam „narzucać” tematykę spotkań. Gdy przestałem, okazało się, że bardziej się zaangażował, a po jakimś czasie zrozumiałem, że prowadzę z nim zajęcia tutoringowe i to wręcz podręcznikowo (choć nieświadomie).

Dotarło do mnie, że ustaliliśmy przecież cel, terminy i tematykę spotkań. On obrał sobie cel długoterminowy, w którym ja go wspierałem i pomagałem mu zrealizować. Nawiązaliśmy relację – wcześniej miałem z nim bardzo mały kontakt, teraz spotykamy się 3 razy w tygodniu, a nawet kontaktuje się ze mną przez internet, ale na szczęście tylko w sprawach związanych z nauką (pamiętam, jak ważne jest mimo wszystko zachowanie pewnego dystansu). Nagle wróciło wszystko czego uczyłem się na kursie i co czytałem w książce „Tutoring. Teoria, praktyka, studia przypadków”. Sięgnąłem do teczki którą kompletowałem podczas szkoleń. Opisane tam narzędzia okazały się naprawdę przydatne w praktyce. Mateusz jako pierwszy mój uczeń wyszedł z etapu szkolnego, później super mu poszło na etapie rejonowym i mimo że finał okazał się zbyt trudny, to postęp jaki osiągnął w nauczanym przedmiocie mile zaskoczył nas obu.

Powoli zbliża się koniec roku szkolnego i zarazem koniec mojej pracy tutorskiej z Mateuszem. Jest to czas refleksji i podsumowań. Okres ważny tym bardziej, że było to dla mnie pierwsze doświadczenie w pracy metodą tutoringu naukowego, choć nie zabrakło w nim też elementów tutoringu rozwojowego. Wiem już przecież, że miałem wpływ na wybór szkoły ponadgimnazjalnej swojego podopiecznego, rozbudziłem jego ambicje i pośrednio przyczyniłem się do tego że poprawił oceny z innych przedmiotów, co było niezbędne, aby mógł dostać się do wymarzonej szkoły, z zaawansowanym angielskim.

Wiem już też, że nie tylko dalej będę pracował tą metodą z wybranymi uczniami, ale że i niektóre z technik coachingowych będę stosował w swojej pracy wychowawczej.

Grzegorz Brzeziński, nauczyciel w Publicznym Gimnazjum w Zbójnie

Od tutoringu „nieświadomego” do…

Collegium Wratislaviense

inspirujemy do wielkości

Strona www.cw.edu.pl korzysta z plików cookies w celach statystycznych. Ustawienia przechowywanych plików cookies możesz w każdej chwili zmienić (dowiedz się jak). Korzystając z tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek.